22

dzien 22
paryz – le puy en velay

noc w hotelu dodala mi sil. w koncu porzadne lozko. sniadanie …bajka. wykwintna herbata, 2 bulki z francuskiego ciasta i croissant, jogurt, sok wyciskany na miejscu i kiwi. do tego maslo, dzem i miod. takie sniadania musze wprowadzic w zycie bo to swietna kompozycja.
wyszedlem ok 9. popedzilem na gare de lyon czyli na dworzec. w paryzu jest ich kilka ale podobno na tym znajde interesujacy mnie pociag. dworzec tak jak piekny tak zatloczony. po 30 minutach tkwienia w kolejsce omal nie omdlalem – bilet do le puy przez lyon 85€.
no nic.. wracam na dworzec autobusowy. po godzinie marszu i kolejnych 30 minutach w kolejce szok nr 2 – wszystkie bilety na dzisiejszy autokar do lyonu sprzedane. postanowilem ze wykosztuje sie na to TGV zeby miec juz to z glowy. tym razem dotarlem juz metrem na gare de lyon. pociag jechal rowno 2 godziny a to zdaje sie dystans ok. 400km. tam przesiadka juz na linie regionalna. jednak 1,5h musialem poczekac. wiec maly spacer po miescie jak znalazl.
moje oznakowanie czyli naklejke z muszla sw Jakuba na plecaku zobaczyl jakis student, Francuz. zatrzymal mnie bo chcial koniecznie pogadac o camino. zamienilismy pare zdan na temat alchemika, owocow Drogi i generalnie zycia.
O 19 bylem w le puy. jeszcze w pociagu spotkalem pierwszych pielgrzymow. Para Niemcow, emerytow ze stutgartu.
na miejscu natrafilem na info o schronisku. nocleg kosztowal mnie 11,20€. tam odrazu poznalem Laurenta, francuskiego pielgrzyma. oprowadzil mnie po miasteczku. po drodze trafilismy do innego schroniska, donativo. tam poznalem kolejne ciekawe charaktery, m. in. Leona z Holandii, ktory dygal pieszo cala trase z domu do Santiago de Compostela. z nim to umowilem sie ze nastepny dzien idziemy razem.
pierwszy nocleg na prawdziwym szlaku.