Camino de Santiago – dzień 66

Camino de Santiago, galicyjski fragment camino frances

dzień 66 – 17.08.2012

Hospital de la Condera – Barbadelo

Rano wyszedłem na moment tuż przed wschodem. Słońce wzeszło akurat gdy mijałem ostatnie zabudowania wioseczki. Znaki, których wczoraj już nie namierzyłem były widoczne. Dziś po raz kolejny piękne górskie widoki. Było na czym oko zawiesić.

Na śniadanie zatrzymałem się w małej mieścinie. Sklep otwierany o 10 – trafiłem. Obok piekarnia, gdzie kupiłem jeszcze ciepłą bagietkę. Życie jest piękne. Ale na tym nie koniec łask – mijałem zaraz kilka owocowych drzew. Nazbierałem nieco małych jabłek na zaś.

Idąc mijałem metrowej wysokości kamienne słupy z wyrytą odległością do Santiago de Compostela… 150…140…130.. Dzisiaj chciałem zatrzymać się dopiero gdy zejdzie do liczby dwucyfrowej. Około godziny 16 jednak zrobiło się tak gorąco, że odpuściłem. Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić. Tym bardziej, że wszystkie mijane albergi były completo (pełne), a tak obok, której przechodziłem akurat miała jeszcze wolne miejsca. Dziś finito na słupku z odległością 106.
Prysznic i pranie. Spodnie mam już tak poplamione, że wstyd je zakładać – plamy od śliwek, tuńczyka, czekolady…musiałem je w końcu wyprać. Wszystko sobie przygotowałem ale okazało się, że nie ma żadnej miski, czyli jednak nie mam w czym wyprać. No nic, w końcu już byłem bezdomny, to teraz mogę teraz jeszcze tak wyglądać. Wyprałem chociaż koszulkę i skarpety. Zresztą skarpety (wszystkie 3 pary) mam tak dziurawe, że jak je zakładam to i tak chodzę boso.

Na obiadokolację mam bagietkę i dużą puszkę tuńczyka. Trochę mniej niż połowę zostawiłem na śniadanie – bagietkę zabieram do plecaka a puszkę z rybą kamufluję w szafce w stołówce. Pora spać – będzie ciężko bo wokół mnie Włosi i Hiszpanie czyli latinopaplanina do północy.