Dzień 20, 21..

dzien 20
karlstein – kytin – praga

Rano totalnie niewyspany, mega przemeczony ruszylem w kierunku miasta Pribram. Pierwszym checpointem bylo miastecz Kytin. Znaki mnie zmylily. zaliczylem 1,5 km ciezki podejscie na jakis wierzcholek z ktorego musialem sie cofnac do punktu wyjscia. 40 minut wchodzenia i 20 schodzenia poszlo na ryby. Czyli lacznie 2 godziny w plecy. Wydygany ale pogodzony z rzeczywistoscia ruszylem dalej.
Gdy doszedlem do Kytin zdalem sobie sprawe ze to wlasnie teraz jest dobry moment na zreformowanie mojej pielgrzymki. Zamykam za soba etap w ktorym szedlem przez dzicz a otwieram etap wedrowki po szlaku.
Z Kytin autobusami dostalem sie do Pragi. Na dworcu Florenc okazalo sie ze jest opcja przedostania sie do Paryza. Myslalem co prawda o szlaku Le Puy (Lyon) ale ten tez moze byc. Autobus o 17:30, czyli o 8 rano powinienem byc juz w stolicy Francji. Szlak z Paryza zdaje sie byc juz dobrze zagospodarowany.

dzien 21
Paryż

Mały korek pod Paryżem poskutkowal dwugodzinnym opoznieniem.
Pierwsze co misialem zrobic po przybyciu to znalezc jakis gniazdko zeby podladowac koma bo juz syczal z glodu. Najpierw tournee po scianach dworcowych – jest… laduje z 15 minut. Potem wi-fi tournee po okolicy. Jest… zanim posprawdzalem trasy bateria zaczela znow siadac. Powrot na dworzec. Znalazlem Mc’a z gniazdkiem. Kupilem kawe i zaczalem ladowanie. Pozniej okazalo sie ze to gniazdko zapamietam na cale zycie.
Wytyczylem sobie trase na pierwsza miejscowosc pod Paryzem – Massy. tak jak prowadzi oficjalnie szlak. Jeszcze mala wycieczka po kosciolach blizej centrum… a moze trafi sie opcja na nocleg w stolicy. Nic z tego. Nie ma mozliwosci albo kosciol juz nie istnieje – od niedawna nawet swiatynia pod wezwaniem sw.Jakuba jest zwyklym muzeum.
Ale w jednym z takich „muzeow” byl kustosz ktory znal temat camino. podal mi adres stowarzyszenia compostella2000. Poszedlem tam. Na miejscu byly 3 miłe starsze Panie. dwie mowily po angielsku. oswiadczyly mi ze nocleg w Paryzu to wydatek minimum 30€. Ale to jeszcze nic. O Massy nawet nie wiedzialy. dowiedzialem sie ze caly szlak z paryza az do pirenejow jest w powijakch. no pieknie. jedyne co mnie pocieszylo to imformacja ze szlak z LePuy jest dobrze przygotowany, sa schroniska i wielu pielgrzymow. Nie zastanawiajac sie wiele smignalem na ten sam dworzec na ktorym rano sie zjawilem. do lyonu autobus dopiero jutro… czyli nocka w poczekalni. Ale jak mus to mus. Poszedlem do tego samego Mc’a by doladowac aku. Ktos akurat tez ładował baterię ale kończył – mialem szczescie bo gniazko mialo wziecie. Jakby cały Paryż przychodził karmić tu baterie. Kupilem luxzestaw peilgrzyma (cola+frytki) i hop na fotel. Po jakichs 20 minutach zjawia sie kobieta, która siada przy stoliku obok mojego stolika. Wyjmuje dyskretnie acz ostentacyjnie ladowarke i czeka … 5 … 10 minut. Potem podchodzi do mnie i po angielsku pyta sie czy moze sie podpiac na 10 minut. W sumie ok, i tak bede tu tkwil do zamkniecia, a niech tez sobie skorzysta. Powiedziałem – oczywiście, śmiało, ja i tak tu posiedzę dłużej, możesz położyć telefon koło mnie, przypilnuję a nawet możesz usiąść ze mną przy stoliku i pogadamy. No i pogadaliśmy… opowiedzialem o Camino od poczatku az do momentu w ktorym razem spotkalismy sie przy tym wlasnie gniazdku. Katia, Algierka, na to wszystko odpowiedziala co robi we Francji, jak się tu znalazła, jak było w Algierii. Przyznała, że czuje się w Paryżu samotnym człowiekiem;  że nikt jej jeszcze nigdy nie zaskoczył taką serdecznością i otwartością. Tutaj, jak to w wielkim mieście, człowiek człowiekowi wilkiem bywa lub co najwyżej jest po prostu obcym trzymającym dystans. Jak tak opowiadała miałem wrażenie, że przywróciłem jej trochę wiarę w ludzi, w to że może być dobrze. Na sam koniec to jednak Katia zrobiła dla mnie coś wyjątkowego dodała bowiem,  ze pracuje hotelu i moja historia oraz to ze odstapilem jej prąd sa tak niecodziennie dobre ze zalatwi mi hotelowy pokoj za darmo! Ale zaskoczony bylem! Dostalem od niej nawet bilety na metro a potem stwierdzila ze osobiscie pojedzie ze mna zalatwic zakwaterowanie. Ale co to za hotel! Na miesjcu historeycznej Bastylii, samo centrum Paryża. I super standard (nie wiem ile gwiazdek ale wyglada bajecznie). Rano bedzie czekac na mnie jeszcze sniadanie a to wszystko dzieki spotkaniu przy gniazdku w McDonaldzie.