Dzień 27

dzien 27
Nasbinals – Esting

po walsnorecznie przydzonym sniadaniu ktore skladalo sie z makaronu i jajka wyszwdlem na szlak (7:20). Trasa piekna, jest co podziwiac.
Wg przewodnika z Nasbinals do Saint Chely d’Aubrac jest trasa na jeden dzien bo to dystans 17km. dla mnie za malo. postanowilem łyknąć kolejny jednodniowy odcinek. z Saint Chely d’Aubrac smignalem wiec do Saint Come d’Olt. To kolejne 16km czyli razem juz 33km. doszedlem tam o 15:30. trafilem prosto na drzwi gite. nocleg 10€. juz nawet zajalem sobie lozko ale spojrzalem jeszcze na liste schronisk donativo. Jedno bylo w miasteczku mecie nastepnego jednodniowego odcinka (ten 15,5km). Zadzwonilem i miejsce miejsce juz na mnie czekalo a co wazniejsze rowniez wspolny obiad o 20. no i sniadanie rano.
Beztrosko wiec zaczalem isc do Esting na podatawie pochopnego prostego wyliczenia 1h=5km. po pierwszych 2km zrozumialem czemu 15,5km odcinek to dystans na caly dzien. Takich podejsc to sie nie spodziewalem. Ide co prawda w gorzystym terenie Francji caly czas ale to jak poprowadzony jest szlak to czasem przeginka. Jedno 20minutowe podejscie zmeczylo mnie bardziej niz zeszloroczne wejscie na świnice z murowanca. tu trasa prowadzila na szczyt wzniesienia szlaczkiem. pare razy musialem sie podciaga rekami bo bylo bardzo stromo. oczywiscie odrazu zrozumialem ze musze sie bardzo spieszyc zesli chce zdazyc na ten upragniony obiad. Podejscia wiec zaliczalem bez przystankow, duzymi krokami a na zejsciach zbiegalem. Pozniej bylo w miare plasko. Niestety 2km przed Esting na zegarku mialem 19:45. No dobra, woz albo przewoz… zlapalem stopa. pierwsza fura i sukces. jakis mlody typ w stuningowanym clio mnie podrzucil. o 19:50 bylem na miejscu.
Wspolny obiad ze wszystkimi pielgrzymami i modlitwa. Posilem dla ciala i ducha, bardzo pozywny.
Zanim padlem na lozku zdazylem wziac prysznic.
Nikt nie mogl uwierzyc ze doszedlem tu z Nasbinals w jeden dzien i to od 7:20.
Dotarcie do Esting pozwala mi jednak wbic sie w zielona fale schronisk donativo a na tym mi zalezalo najbardziej.
Po drodze do Esting mijalem piekne miejscowosci, prawdziwie zapierajace dech w piersiach. wspaniale kamienne budynki wyrastajace prosto z rzeki a uliczki pomiedzy nimi jak z bajki. Chetnie bym sie zatrzymal w takim Espalionie, ktore to cale pewnie jest wpisane na liste UNESCO ale zaoszczedzona kasa na noclegu i darmowy posilek przewazaja szale. co gorsze Francja jest tak droga ze kupno kawy i do tego pączka w takim Espalionie to minimum 4€. kawkowanie przy pieknych widoczkach wiec odpada a siedziec o suchym pysku na moscie to mozna ale nie nalezy to do az takich przyjemnosci. powolnym krokiem wiec mijam takie miejsca wydzierajac sobie co moge.
Jak juz zostane milionerem to wiem przynajmniej gdzie przyjechac, moze nawet na 2 dni ;-)