Dzień 46 pielgrzymki z Polski do Santiago de Compostela

Dzień 46 pielgrzymki z Polski do Santiago de Compostela (28.07.2012)
St Palais – Saint-Jean-Pied-de-Port

Przede mną ostatni postój we Francji czyli sławetne Saint-Jean-Pied-de-Port. Tu już się zaczynają Pireneje. Od razu przypomniał mi się zeszłoroczny wypad do Zakopanego. Góry jednak są cudowne, zaparło mi dech w piersiach i to kilka razy. A to dopiero coś w rodzaju przedgórza. Gdy patrze tak na te masywy prawdziwie widzę działo Pana Boga i szczerze z całego serca Jemu za to dzieło dziękuję i wychwalam Go za nie.

W takim oto zachwycie dotarłem do St Jean. Tutejsze góry to szczyty wysokości mniej więcej 1200 m n.p.m. Tyle, że to miejsce leży faktycznie blisko poziomu morza. Skoro tak mi się podobają tutejsze, co by nie mówić – nie wysokie szczyty, to dlaczego nie rzucić się do Andory na niemal 3-tysięczniki?
Majestatyczne i imponujące góry w tym fragmencie szlaku sprawiły, że nawet nie zauważyłem jak malownicze i zgrabne jest St Jean.

Pozostało mi się zakwaterować. Odstałem swoje w kolejce, podstarzały dowcipny Australijczyk sprzedał mi bilet do albergi za 8€. Tam już około 100 pielgrzymów oczekiwało w euforii na poranek – dzień 1.

Poszedłem po zakupy. Postanowiłem, że trzeba uczcić zakończenie francuskiego etapu mojej wędrówki – mrożona pizza i CIDRE DOUX – około 2% (jest też BRUT około 4% – wiedza rośnie! )
W jadalni poczęstowałem zaraz parę osób wokół mnie, od razu miałem nowych kumpli. Jeden śmieszny Francuz, który tak mnie rozumiał jak ja jego no i Koreańczyk (jak podkreślał dwukrotnie – z POŁUDNIOWEJ Koreii!)

Potem w pokoju pogadałem jeszcze z innymi pielgrzymami. Wszyscy tu zaczynali swoją wędrówkę. Widziałem stres w ich oczach, ciekawe czy na początku w moich było widać to samo aż tak.