Homo viator czyli natura pragnień

Homo viator est.

„Pielgrzymem jestem i ochotnym po górach wędrownikiem” – mówił Zaratustra w dziele Nietzschego.
Ten obraz i tą świadomość cenią sobie ludzie, którzy wracają stamtąd gdzie „powietrze ma inny smak”. Zaczynają się dusić w „Mieście”, z jego pozorem wygód i tak zwanych możliwości.

Wyruszenie w drogę pozwala spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Spojrzenie na Miasto z góry, z dystansu, sprawia, że jego problemy stają się mniejsze. Ważne natomiast stają się rzeczy podstawowe: woda, chleb, ból, sen, słowo „dziękuję” lub jego brak. Życie w oczyszczonej postaci, życie bez całej otoczki rzeczy niepotrzebnych podniesionych niepostrzeżenie przez codzienność do rangi rzeczy niezbędnych.

Osiągnięcie takiej świadomości nie zależy od długości drogi. Może być to jesienny spacer, Orla Perć albo także i  Droga św. Jakuba. Ważne jest przemierzanie. Arystoteles dawał nauki swoim uczniom podczas przechadzek. W drodze poznawał świat dzielny Odyseusz i dociekliwy Herodot. Laozi stwierdził, że „na­wet naj­dal­szą podróż zaczy­na się od pier­wsze­go kro­ku”; mędrcy Wschodu gdzieś w drodze odkrywali naturę świata. Przykładów można by mnożyć i mnożyć.

Może tak być już musi, że trzeba zostawić rozdeptane kapcie utartych schematów oraz wygnieciony przez lata fotel własnych przyzwyczajeń i wreszcie zmierzyć się z nieznanym i nieoczekiwanym, by tak naprawdę poznać siebie oraz spodziewać się wszystkiego nie oczekując niczego. Jak mówi przysłowie „Jeśli chcesz kogoś poznać idź z nim na pielgrzymkę”.

Świat w drodze zdaje się być miejscem zastanym, przyjmujemy go takim jakim jest i nie zmienia się go na siłę. Nie daje się nagiąć do naszych potrzeb, oczekiwań i wyobrażeń. To raczej świat odciska na nas swój ślad ogarniając nas łagodnie. Podróż jest wspaniałą okazją do uwolnienia się, choćby tylko na chwilę, z więzów. Jest czasem, w którym człowiek może dać ponieść się nurtowi zdarzeń.
John Steinbeck pisał „Podróż przypomina mi małżeństwo. Jeśli uważasz, że masz nad nią kontrolę, to gwarantuję ci, że się mylisz”.
Esencją zdaje się być już tylko odkrywanie harmonii pomiędzy tym co wewnątrz człowieka, jego chęcią opanowania rzeczywistości, a tym co na zewnątrz, co narzuca świat. Od tej harmonii, zgodności i poznania już tylko krok do tego, co św. Tomasz z Akwinu nazwał „zgodnością rzeczy i poznającego go umysłu” – ten stan to prawda. Prawda odkrywana w drodze. Już choćby tylko z tego powodu warto wyruszyć w drogę.

Czy w człowieku drzemie głęboko wrośnięte w duszę pragnienie wędrowania? Historia ludzkości podsuwa odpowiedź – ludzie wędrowali zawsze i to od zarania dziejów. Jakby z różnych powodów nie mogli usiedzieć z tyłkiem na jednym miejscu. Jedni wędrowali po lepsze życie, inni kuszeni byli opcjami handlowymi albo podbojem nowych ziem. Jeszcze inni wędrowali gnani ciekawością – …co też tam się znajduje za tym lasem, za tymi górami, za tą dziwną linią gdzie niebo styka się z ziemią.

Homo viator, który znajdował tak wiele powodów by zostawiać ciepło rodzinnego domu i ruszyć w znane bądź nieznane, swoje poszukiwania Boga wyrażał także poprzez wędrówkę. Może z przekonania, iż Bóg wybiera sobie specjalne miejsca, w których jest bardziej, w których słucha modlitw lepiej i udziela szczególnych łask. Z czasem jednak nie tylko miejsce, do którego się dochodziło, ale również sama droga nabierała szczególnego znaczenia.
W tym wszystkim pielgrzymowanie, jak religijny rytuał inicjacyjny, ma wprowadzić człowieka w nową rzeczywistość. Po przejściu takiego etapu życie już nie jest taki samo. Człowiek staje się wtajemniczony, nabywa nowe prawa. Rozpoczęcie takiego „nowego życia” jednak wymaga oddalenia od codzienności, od rodziny i pracy, rezygnacji z własności i innych przywilejów. Pielgrzym wyruszający w drogę, musi opuścić swoje codzienne życie.

Pielgrzymka jest duchowym i fizycznym wysiłkiem. Zawiera w sobie elementy swoistej próby i sprawdzenia samego siebie.
Sam fakt przemieszczania się po różnych drogach pośród zmieniającego się krajobrazu jest sposobem na uruchomienie w człowieku takich sfer wewnętrznej wrażliwości, które codzienność może osłabiać. Samo chodzenie może stanowić formę medytacji.
Pielgrzymka piesza ma obecnie także wymiar świadectwa i „znak sprzeciwu”. W przeszłości piesza wędrówka była zjawiskiem normalnym i powszechnym. Dziś gdy do dyspozycji jest tyle możliwości szybkiego przemieszczania się, piesza pielgrzymka staje się pewnego rodzaju wyzwaniem i protestem przeciw zagubieniu proporcji między wartościami techniki i humanizmu, między działaniem człowieka, a samym człowiekiem.

Dodać do tego mogę tylko starą prawdę, że każda podróż zawiera w sobie cel, którego wędrowiec w momencie wyruszania w drogę, nie jest świadomy.

Brzmi poważnie, co? Tak czy inaczej, droga którą się podąża jest wspaniałą przygodą, która pozwala się uwrażliwić.  Stwarza okazję do poznania siebie i swoich możliwości ale przede wszystkim pozwala poczuć spełnienie a to przecież ważne, nie :P

~

Tutaj ogromne brawa dla Autorów i Wydawcy poniższego tytułu, z którego zaczerpnąłem większość myśli wykorzystanych  przy redagowaniu tego tekstu.

Droga św. Jakuba. Gniezno – Zgorzelec – Praga. Część polska. Przewodnik pielgrzyma
Autor: Ceglińska Anna Karaś Henryk Mendyk Emil Smyk Jacek SAC
Wydawca:Fundacja Wioski Franciszkańskiej